Liliana: Początek

Początek końca był... Spokojny. Choć, gdyby tak się nad tym zastanowić... Czemu miałby nie być? Gdy coś się dzieje, oznacza to że coś już się zaczęło. Tak więc start nie bywa wyboisty, a jedynie droga za nim i nawet ona nie zawsze od razu.

Byłam jeszcze szczeniakiem, gdy pierwszy raz przybrałam swoją astralną formę i odkryłam... Ciekawe zjawisko; rozdzielenie duszy. Za pierwszym razem, jeśli mnie pamięć nie zwodzi, część mnie skończyła w mchu i nim zdążyłam lepiej sprawdzić to dziwne zdarzenie, już biegłem przerażona do rodziców.

Tamto uczucie było... Dziwne. Obce i nienaturalne.

Dostałam kategoryczny zakaz robienia tego - czego mamo? Może powiedz czym dokładnie to jest? - i jak na grzeczne szczenie przystało, posłuchałam. A przynajmniej do momentu, gdy przyszły naiwne, nastoletnie lata.

Ciekawość, to jak powiadają, pierwszy stopień. Czy do piekła? Polemizowałabym, jednak do czegoś jednak to droga jest na pewno.

Początkowo sama byłam sceptyczna do złamania bezpośredniego zakazu rodziców, ale cóż... "Tylko jedna próba, żeby dowiedzieć się o co chodzi". A potem kolejna i kolejna... Ku nauce! Hej, kto w życiu nie zrobił czegoś skrajnie głupiego co jednak doprowadziło do niesamowitych odkryć? To tak w sumie główny sposób odkrywania rzeczy!

Więc. Rozdzielenie duszy. Rozumiem czemu mogłoby budzić kontrowersję, ale! Przecież to moc jak każda inna; jeśli używasz jej w zły sposób ktoś na pewno ucierpi (w tym wypadku ty), ale jeśli to opanujesz i jesteś ostrożny wszystko jest w porządku, a to użyteczny zasób. Aczkolwiek zgaduję, że ktoś kto nie próbuje tylko ślepo słucha zasad nawet nie chciałby o tym słuchać.

Ten, kto nie był jednością z otoczeniem nie zrozumie, a jako że to zakazane i wilki zwykle trzymają się reguł... Cóż. To jak tłumaczenie duchowi ognia czym chłód jest.

Aczkolwiek w swej naiwnej głupocie młodości nie myślałam o tym w tej kategorii. Zamiast tego czułam, że odkryłam coś niesamowitego; nawet gdy dowiedziałam się, że to co badałam jest zakazane, nie wątpiłam że inni posłuchają... Zrozumieją. Że otworzą oczy i uszy, że tak jak ja dostrzegą, iż to co wykreślili wcale nie jest złe.

Tak jednak się nie stało i w ostatecznym rozrachunku uznano mnie za "praktykantkę zakazanych technik". Za niebezpieczną, być może nawet niestabilną. Wiedziałam jaki będzie werdykt rady i nie miałam zamiaru się kłócić. Już raz próbowałam z nią dyskutować i poniekąd to właśnie dlatego znajdowałam się w tej sytuacji. Walczyłam o to co uznawałam za słuszne i jeśli to ma być powodem mojego wygnania... Niech i tak będzie.

Nie wszyscy musimy się ze sobą zgadzać, acz to przkre że wiara większości może wykluczyć jednostkę. Zwłaszcza, gdy owa nie robi nikomu krzywdy.

Przynajmniej jestem wolna, czyż nie? Podróżując pustymi lasami, nikt nie może zakwestionować mnie ani tego co robię. Więc czemu technika, o którą tak walczyłam pozostawiła po sobie jedynie zły posmak? Czemu unikam jej używania, chociaż wciąż wierzę w jej niewinność? Dlaczego wolę być sama niż znaleźć kogoś kto zrozumie? Z jakiego powodu milczę, gdy powiedziałam już to co najcięższe?

Kto by pomyślał... Z pomagania zagubionym duszom przeszłam na bycie jedną. W sensie przenośnym, choć w przypadku astralnej formy może i dosłownym.

I tak oto, jakiś czas po moim wygnaniu, leżałam sobie rozważając egzystencję, gdy jeden z leśnych duchów mnie tknął. Zwróciłam wzrok w jego stronę, zastanawiając się co chce mi przekazać, acz było na to już za późno. Usłyszałam szelest i szybkie kroki. Ktoś biegł w tą stronę. Wątpię jednak, że w jakikolwiek związek było to ze mną związane, więc postanowiłam pozostać na ziemi w nadziei na to że mnie nie dostrzegą.

Nie lubię konfrontacji.

Aczkolwiek wyglądało na to, że owa była nie do uniknięcia. A przynajmniej do takiej konkluzji doszłam, gdy ktoś wpadł na mnie i potknął się o mnie niczym o kłodę, którą najchętniej bym obecnie była.

Jako, że już i tak nie było możliwości jakobym została przeoczona, podniosłam się. Moment później stałam naprzeciw wilczycy, wpatrującej się we mnie swoim srogim, dwukolorowym spojrzeniem.

-Masz watahę? - zapytałam o najlogiczniejszą rzecz jaka przyszła mi do głowy i cóż...

Tak oto zaczęła się przygoda mojego życia.

Komentarze